Jeszcze 15 lat temu informacja, że w przyszłości będziemy mogli płacić za zakupy telefonem, a spora część ludzi nie będzie nosiła przy sobie gotówki, bo wystarczy karta płatnicza, budziłaby lekki uśmieszek. Obecnie jednak coraz więcej ludzi nie ma styczności z banknotami i monetami, trzymając cały swój majątek w wersji wirtualnej. W Polsce nie jest to jeszcze ogromna skala, bo wciąż w wielu miejscach nie możemy zapłacić kartą, jednak w Japonii około 75% ludności nie miało styczności z żywą gotówką w ciągu ostatnich 6 miesięcy.

Rozwijająca się technologia rewolucjonizuje nasz sposób zarządzania domowym budżetem. Mało kto obecnie prowadzi zestawienie wydatków w zeszycie, wykorzystujemy aplikację, nawet jeśli operujemy w excelu. Coraz częściej jednak wybieramy oprogramowanie dostarczone przez banki i fintechy, pozwalające w jednym miejscu zarówno zarządzać wydatkami, jak i inwestycjami i oszczędnościami.

Kredyt, karta kredytowa i oszczędności w jednym miejscu?

Wirtualne portfele pozwalają zarządzać wieloma usługami finansowymi w jednym miejscu. Pierwotnie elektroniczny portfel miał ułatwiać płatności w sieci. Ponieważ wstukiwanie danych z karty kredytowej było niewygodne – dostawcy kart, jak Visa i Mastercard stworzyli usługi, pozwalające po zatwierdzeniu płacić bez dodatkowych formalności.

Z czasem operatorzy zaczęli dodawać nowe opcje: w panelu można było zarządzać płatnościami, a także tworzyć cykliczne zobowiązania, np za abonament telefoniczny. Pomysł szybko zaadoptowały inne organizacje finansowe: banki, pożyczkodawcy oraz niezależne start-upy. Mastercard rozpoczął eksperyment z Oplem: komputer pokładowy umożliwia logowanie się do wirtualnego portfela. Dzięki temu, akceptując płatność z poziomu kierowcy, można opłacić przejazd autostradą albo zakup paliwa.

Trwa także współpraca z producentami sprzętu AGD. Część lodówek najnowszej generacji ma opcję wgrania jadłospisu na najbliższe dni. Sprzęt sam szacuje, czego brakuje w domowych zapasach i zamawia ze sklepu brakujące produkty, jednocześnie za nie płacąc. W Polsce takie pomysły wydają się nadal fantastyką naukową, ale w krajach takich, jak Japonia lub Korea Południowa, powoli staje się to codziennością.

Czemu ma służyć mobilny portfel?

Podstawową ideą, która przyświeca mobilnemu portfelowi, jest wygoda. Dzięki możliwości płatności za pomocą telefonu, karty płatniczej czy nawet, jak wspomniano wyżej, samochodu, nie musimy się martwić o znalezienie najbliższego bankomatu, posiadanie przy sobie wystarczającej ilości gotówki albo rozplanowanie zakupów.

Idąc na spacer, jeśli zgłodniejemy, nie musimy wracać do domu po portfel. Za drobną przekąskę zapłacimy przecież telefonem, który zwykle mamy pod ręką. Problemem przestaje być także zepsuty w środku nocy na bezludziu samochód – nawet, jeśli nie mamy wystarczającej kwoty na koncie, szybko możemy wypłacić środki z lokaty lub wziąć pożyczkę. Wystarczy, że mamy przy sobie smartfona z dostępem do internetu.

Wirtualny portfel ułatwia także zarządzanie posiadanymi produktami bankowymi i wydatkami. Lokata w euro, kredyt hipoteczny, opłaty stałe, czesne za szkołę dziecka – możemy śledzić, ile wydajemy miesięcznie bez konieczności prowadzenia domowego budżetu. Aplikacje bankowe ułatwiają także oszczędzanie – możemy wyznaczać cele, robić automatyczne przelewy z konta na subkonto oszczędnościowe, oszczędzać drobne kwoty, doliczane do pełnych rachunków. Zarządzanie własnymi finansami nigdy nie było takie proste.

Zagrożenia, jakie niesie wirtualny portfel

Mobilny portfel to jednak nie tylko same plusy. Liczyć musimy się także z kłopotami, jakie nieść może trzymanie całego swojego majątku w świecie wirtualnym. Pierwszym z nich jest cyberprzestępczość. Kradzieże i wyłudzanie w internecie mogą dotknąć każdego, a straty często bywają znaczne. Reuters szacuje, że na świecie dochodzi do 5 cyberkradzieży w każdej sekundzie. Co więcej, znalezienie winnego jest często bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, a odzyskanie pieniędzy – nierealne.

Drugą bolączką mobilnych płatności, jest ogrom danych, jakie instytucje finansowe przy okazji o nas zbierają. Co więcej, często wykorzystują je przeciwko nam, oferując nam niekoniecznie potrzebne produkty albo odmawiając kredytu, bo “nie jesteśmy godni zaufania”. Nawet nie wiesz, że stawiając piwo znajomym w czasie sobotniej imprezy, możesz obniżać swój rating w banku. Dlatego czasami warto płacić gotówką.